Wyprzedaże, finalne wyprzedaże, wyprzedaże końcówek kolekcji – to najbardziej popularne sposoby marek na niesprzedane ubrania i dodatki. Nie zawsze jednak te akcje przynoszą pożądany skutek. Nie da się ukryć, że marki modowe ponoszą wielkie straty związane z niesprzedaniem części swoich produktów. Nie mogą ich przecież trzymać w nieskończoności na magazynach, ponieważ potrzebne jest miejsce na nowe kolekcje. W takim razie jak firmy radzą sobie z tym problemem?

W ostatnich 15 latach ilość produkowanych na świecie ubrań podwoiła się. Każdego roku produkowane jest 150 bilionów sztuk odzieży. Popularne sieciówki mają średnio dwie dostawy w ciągu tygodnia. Kolekcje zmieniają się natomiast mniej więcej co 2 tygodnie. Nie da się ukryć, że prowadzi to do ogromnego marnotrawstwa. Wielkie koncerny modowe mają jednak na to kilka sposobów.

Wyprzedaże

Praktykę tę stosują wszystkie marki, które próbują pozbyć się zapasów produktów. Jest to podstawowy sposób na czyszczenie magazynów. Słowo „wyprzedaż” nie narodziło się z myślą o konsumentach, lecz z myślą o ubraniach i akcesoriach zalegających na półkach sklepowych magazynów. Początkowe obniżki nie są spektakularne, jednak im dłużej towar się nie sprzedaje to wartość rabatu rośnie.

Outlety

Wiele marek decyduje się na prowadzenie tzw. outletów. Sklepów, w których sprzedawane są końcówki kolekcji z poprzedniego sezonu po niższych cenach. Takie produkty można kupić nawet z 70% rabatem. Marek outletowych jest tak dużo, że tworzone są nawet specjalne centra handlowe. Znaleźć tam możemy ubrania takich marek jak Nike, Adidas, GAP, Michael Kors, Prada czy Gucci.

Akcje charytatywne

Kolejnym rozwiązaniem jest branie udziału w akcjach charytatywnych. Niesprzedane ubrania są przekazywane dla krajów trzeciego świata czy organizacji zajmujących się pomocą osobom bezdomnym. Chociaż na taki gest decydują się raczej mniejsze marki, takie, którym nie przeszkadza to, aby ich ubrania były kojarzone z osobami biednymi.

Odsprzedaż

Marki decydują się też na odsprzedaż swoich starych kolekcji, które zalegają na półkach sklepowych magazynów. Odsprzedane towary trafiają wtedy do mniej zamożnych krajów, po bardzo atrakcyjnych cenach. Takie ubrania można później znaleźć w krajach Ameryki Południowej czy na Ukrainie.

Przykładem takiej firmy jest polski gigant odzieżowy, koncern LPP. Zrzeszający takie marki jak Reserved, Mohito, CROPP czy Sinsay. Pod koniec 2016 roku LPP odsprzedał swoje stare kolekcje międzynarodowej firmie specjalizującej się w handlu odzieżą posezonową. Wartość towaru wyniosła około 120 milionów złotych.

Niszczenie

Kolejnym sposobem na niesprzedane ubrania i dodatki jest natomiast utylizacja. Może mieć ona dwie formy. Pierwszą z nich jest utylizacja chemiczna, której celem jest recykling materiałów użytych do produkcji ubrań. Tę droższą, ale bezpieczniejszą dla środowiska metodą stosują takie marki jak Flippa K, Kings of Indigo czy Stella McCartney.

Jest to zdecydowanie bardziej ekologiczny sposób niż drugi, który polega na niszczeniu niesprzedanych ubrań w piecach przemysłowych. Ma to ogromny i negatywny wpływ na środowisko. Przemysł modowy przyczynia się do wielkiej emisji dwutlenku węgla. Pochłania duże ilości wody, a w krajach Azji i Afryki zatruwa rzeki nieoczyszczonymi z barwników ściekami. Pomimo tego marki modowe nadal decydują się na tego typu praktyki.

Niedawno głośno było o marce Burberry, która w 2017 roku przyznała się w swoim rocznym raporcie finansowym, że  zniszczyła równowartość około 150 milionów złotych w niesprzedanych ubraniach i kosmetykach. W świecie przemysłu modowego wybuchł wielki skandal. Opinia publiczna nie pozostawiła na marce suchej nitki. Burberry broniła się faktem, że podczas procesu niszczenia zostały zachowane najwyższe standardy ochrony środowiska, a powstała przy tym energia została wykorzystana.

Burberry i inne marki premium decyduje się na niszczenie niesprzedanego towaru, ponieważ taka jest strategia tych firm. Marki starają się unikać organizowania wyprzedaży, przecen czy promocji. W ten sposób unikają tego, aby ekskluzywne ubrania czy dodatki trafiły do osób z mniej zasobnym portfelem. Marki świadomie ograniczają dostępność towaru, co wpływa na jego status i wyższą cenę.

Drugą wielką marką, o której wiadomo oficjalnie, że dopuszcza się praktyki, którą trudno pochwalić jest H&M. W 2017 roku wyszło na jaw, że rok wcześniej szwedzka sieciówka spaliła w jednej kotłowni w Szwecji około 19 ton odzieży, natomiast w Danii ponad 9 ton. Firma oczywiście przyznała się do tego procederu, twierdząc, że odzież była zniszczona lub zawierała dużą ilość chemikaliów.

Jednak firmy coraz bardziej starają się być przyjazne środowisku. Powstaje wiele marek szyjących tylko z materiałów uzyskanych dzięki recyklingowi, wielkie sieciówki wprowadzają natomiast kolekcje ubrań stworzone z przetworzonych ponownie tkanin, opakowania produkowane są tak aby można było je ponownie wykorzystać, prowadzone są również zbiórki niepotrzebnych ubrań. Musimy jednak pamiętać o tym, że to my, jako konsumenci napędzamy tę całą machinę. Jeśli  będziemy kierować się ekologią to branża modowa będzie zmuszona obrać też ekologiczny kierunek.

 

Redakcja 100% Retail&Fashion